Umowa handlowa zawarta 27 lipca między USA i UE nadal wywołuje dyskusje. Przy tym również implikacje dla globalnych łańcuchów dostaw odgrywają rolę. „Nowo uzgodniona podstawowa stawka taryfowa w wysokości 15 procent na większość eksportów z UE do USA jest co prawda znacznie – prawie trzykrotnie wyższa – niż dotychczasowe średnie stawki, jednak pozostaje znacznie poniżej omawianych tymczasowo 30 procent”, ocenia René Petri, szef Niemiec i Starszy Wiceprezydent w agencji doradczej Proxima specjalizującej się w tematach związanych z zaopatrzeniem w oświadczeniu z 29 lipca. Tym samym uniknięto akutnego konfliktu handlowego, a przedsiębiorstwa zyskały przynajmniej krótkoterminowo niezbędną pewność i stabilność, aby precyzyjnie dostosować swoje strategie zakupowe i handlowe, dodaje Petri.
Reshoring niesie dodatkowe ryzyka
I dalej: „Dla eksporterów z UE pojawia się teraz pytanie, jak zrekompensować lub przekazać dodatkowe koszty. W sektorach o niższych marżach można się spodziewać, że wzrost cen przeniesie się wzdłuż łańcucha przetwarzania aż do konsumenta końcowego, szczególnie w USA. Jednocześnie wiele firm bada alternatywne szlaki w swoich łańcuchach dostaw, na przykład przez kraje z niższymi stawkami celnymi, takie jak Meksyk. Jednak nasz obecny Global Sourcing Risk Index pokazuje, że kto na przykład integruje Meksyk w swoim łańcuchu dostaw, wprowadza do firmy nowe, dodatkowe ryzyka: od niestabilności politycznej, przez niewystarczającą infrastrukturę, aż po ryzyka związane z klimatem.”
Zgodnie z opinią Petri, sytuacja pozostaje skomplikowana na przykład w przypadku produktów farmaceutycznych lub alkoholi, ponieważ
dotąd nie znaleziono rozwiązania. Cła na stal i aluminium w wysokości 50 procent również pozostały bez zmian. Ekspert dostrzega kolejny czynnik niepewności w grożącej regulacyjnej dezintegracji: „Jeżeli standardy UE zostaną złagodzone, aby dostosować się do wymogów USA, grożą długoterminowe ryzyka złożoności i reputacji dla europejskich marek.”
Wymagana inicjatywa infrastrukturalna dla portów
Centralny Związek Niemieckich Przedsiębiorstw Portowych (ZDS) stoi na stanowisku, że UE zobowiązała się w umowie handlowej zakupić w ciągu najbliższych trzech lat amerykańskie importy energii (głównie LNG) o wartości 750 miliardów dolarów. Według związku, w roku 2024 importy energii z USA wynosiły nieco poniżej 80 miliardów dolarów. Ponieważ niemieckie porty morskie są już długoterminowo obciążone jeśli chodzi o moce dla importu
LNG, dodatkowe importy o wartości 170 miliardów dolarów rocznie nie mogą zostać zrealizowane bez znacznych inwestycji w infrastrukturę energetyczną portów morskich, jak czytamy w oświadczeniu z 28 lipca.
Florian Keisinger, dyrektor generalny ZDS, na ten temat:
„Jeżeli UE obiecuje import amerykańskiej energii o wartości 750 miliardów dolarów, wtedy także Niemcy muszą być w stanie dostarczyć. Bez odpowiedniej ofensywy inwestycyjnej w nasze porty morskie, ta umowa handlowa pozostaje inaczej tylko ‚papierowym tygrysem’. Niemieckie porty morskie są kluczowe dla bezpieczeństwa zaopatrzenia Niemiec i dlatego muszą być bardziej uwzględnione w nadchodzących inwestycjach infrastrukturalnych”, kontynuuje Keisinger. Tylko w ten sposób można zapewnić, że wypełnimy umowę handlową i unikniemy dalszych ceł oraz związanych z nimi niepewności dla